czyli Kaldewei kontra reszta świata
– Tylko stal się państwu nie porysuje – przekonywał sprzedawca w KIM.
– Wie pan, na tę wannę to coś pan upuści i może pęknąć – pouczył nas magazynier. – Te od Kaldewaja są dużo lepsze.
Oglądaliśmy jedną wannę po drugiej. Te przewrócone na brzuch przypominały kadłuby łodzi remontowanych w porcie. Pukaliśmy ponownie i znowu wsłuchiwaliśmy się w niebudzący zaufania odgłos.
A przecież jeszcze w zeszłym tygodniu, zaraz po powrocie z Dolomitów, Krz podjął tę decyzję. Żadnego Kaldewei. Bo na kampingu były brodziki Kaldewei i były obite! Odpryśnięta emalia ukazywała czerniejącą stal.
Ach, gdyby jeszcze nie były takie zimne w dotyku! Decyzja byłaby o wiele prostsza
Tag: wanna akrylowa
-
Heavy metal czy plastiki
-
Straszna wanna
Wanna to trudny temat. Rozpoczął go Krz.
– Kupiliśmy mieszkanie prawie dwa razy większe od obecnego. Wanna musi być – zarządził.
Rzecz jasna nie może być to wanna na nóżkach, bo takie budzą w Krz tyleż nieuzasadniony, co niepohamowany wstręt. Wanna niby się zmieści, ale wchodzi w konflikt z upragnionym (przeze mnie) blatem pod umywalkę. To tylko jedna ze zgryzot. Wannę trzeba czymś obudować. Glazurą? Drewnem? W każdej sukience wygląda topornie. No i najważniejsze – z czego ma być ta wanna? Jako użytkownicy prysznica tkwiliśmy do tej pory w błogiej nieświadomości, co do podziału zasadniczego wanien: wanny akrylowe kontra wanny emaliowane.
Pewnego razu od niechcenia pomacaliśmy przygodną wannę w przygodnym sklepie.
– Straszne badziewie – ocenił Krz.
Rzeczywiście, dno wanny uginało się pod naciskiem kciuka.
– Chińszczyzna – zawyrokowaliśmy.
A potem okazało się, że większość wanien tak właśnie ma. Wyjątkiem są – okrutnie zimne w dotyku – wanny stalowe emaliowane. I bądź tu mądry.
