Okna! – to była trudna, stresująca i długotrwała rozgrywka, ale światło w pokoju, widok na dachy, panoramę Służewia oraz Kopę Cwila z nadwyżką rekompensują walkę.

Okna! – to była trudna, stresująca i długotrwała rozgrywka, ale światło w pokoju, widok na dachy, panoramę Służewia oraz Kopę Cwila z nadwyżką rekompensują walkę.

Zasłony wystartowały z falstartem. Zanim zdecydowaliśmy, gdzie rzymskie, gdzie krymskie, a gdzie panelowe, wypłynęła kwestia parkietu, która na długi czas wybiła nam z głowy wnętrzarskie fanaberie. W międzyczasie zdążyliśmy zamówić trochę tkanin. Przez internet. Nie był to najlepszy pomysł. Materiał w szalone szare pasy w naturze okazał się dużo bardziej oszałamiający niż na zdjęciu. Z kolei tkanina w zielone łodyżki dotarła do nas w postaci czerwonych zawijasów. Cofnąwszy się do punktu wyjścia ustaliliśmy sprawy zasadnicze. W sypialni będą zasłony panelowe (system z Ikei), a w pozostałych pomieszczeniach – rzymskie.


Białość aglomeratu dorównuje tej z reklam proszku Omo. Całe parapety – wydają mi się nieco zbyt wystające z płaszczyzny ściany.

Za to mozaikowe wyglądają świetnie.


Szare w salonie, białe w pozostałych pokojach. Umiejscowienie parapetów wyraźnie wymaga poprawki. Niestety, musimy poczekać do wiosny, bo zmiana długości dopływów wymaga spuszczenia wody z pionów CO.
Są. Nasze wymarzone okna stały się dziś rzeczywistością. A bonusu w postaci panoramy roztaczającej się aż po Służew nad Dolinką wcale się nie spodziewaliśmy.
Czy było warto? Dziś wiemy, że było. Ale wczoraj… wcale nie byliśmy tego tacy pewni. Nie na darmo nasz kraj ma opinię jednego z mniej sprzyjających inwestycjom budowlanym na świecie. To, że chcemy mieć okna wiedzieliśmy już w lipcu. Przeszkody nastąpiły natychmiast. Choroba mamy pani konstruktor wstrzymywała prace projektowe. Nie wypadało naciskać. Naciskaliśmy. Ponad dwa tygodnie oczekiwaliśmy na pisemną zgodę spółdzielni. Pismo wywalczył Krz w osobistym pojedynku (“Spółdzielnia nie będzie stawiała przeszkód” – mniej zakamuflowana zgoda nie mogła przejść im przez gardło). Projekt budowlany nie spodobał się w urzędzie. Dowiedziałam się o tym podczas rozmowy telefonicznej (nie muszę chyba podkreślać, że do urzędu dzwoniłam ja, a nie urząd do mnie). Wezwanie do uzupełnienia projektu znalazłam w skrzynce następnego dnia. Czyli w trzy tygodnie po wystawieniu go przez panią inspektor. Zastrzeżenia merytoryczne były dwa. Brak potwierdzenia przez RWE Stoen możliwości dostarczenia mocy odpowiedniej do zasilania płyty indukcyjnej. Oraz brak projektu wentylacji mieszkania, ze wskazaniem na konkretny paragraf rozporządzenia. Tu okazało się, że urzędniczka oraz pani projektant interpretują przepis odmiennie. Z tym, że interpretacja przepisów budowlanych w zakresie zadań urzędnika nie leży. Cóż było jednak począć, projekt został zmodyfikowany przez zgrzytającą zębami panią projektant (zakres zmian zasługuje na osobną notatkę). Zdobycie w ciągu 7 dni zaświadczenia od RWE Stoen wydawało się nie wchodzić w grę. Myśli o zawieszeniu ubiegania się o pozwolenie na budowę nawet nie braliśmy pod uwagę. Zmieniliśmy więc projekt, przywracając kuchenkę gazową w miejsce indukcyjnej. Poprawiony projekt dostarczyliśmy do urzędu w rekordowym terminie jednego dnia roboczego (pani projektant zgodziła się zająć sprawą w weekend). Czy przyspieszyło to tempo przygotowania pozytywnej decyzji? Skądże znowu.
Pomimo ewidentnie dobrej woli pani inspektor decyzję o pozwoleniu na budowę odebraliśmy ostatniego dozwolonego prawem – 65-ego – dnia ubiegania się o nią. W jaki sposób dowiedzieliśmy się o niej? Oczywiście dzwoniąc i nie dając się zbić z pantałyku. Uzyskana decyzja była nieprawomocna – jak głosiło wytłuszczone pouczenie. Prawdziwym pozwoleniem na budowę stanie się dopiero w 14 dni po pokwitowaniu jej otrzymania przez wszystkie ze stron. Stroną w postępowaniu jest spółdzielnia – właścicielka ścian zewnętrznych budynku. Zgadnijcie kiedy decyzja została do spółdzielni dostarczona przez listonosza? Nie zgadniecie. Już w 19 dni po wystawieniu jej przez panią inspektor. Już w 12 dni po otrzymaniu jej przeze mnie. A myśleliśmy, że to PKO BP jest ostatnią ostoją PRL-u. Po uprawomocnieniu się decyzji trzeba odczekać jeszcze tydzień (konieczne jest zgłoszenie teminu rozpoczęcia robót z 7-dniowym wyprzedzeniem). Jak myślicie, kiedy możliwe byłoby rozpoczęcie prac budowlanych? Teoretycznie – już w połowie grudnia. Praktycznie – ze względu na pogodę – pewnie na wiosnę. I tak, jak wielu innych prywatnych inwestorów, postanowiliśmy rozpocząć roboty nie czekając na stosowne papiery.
W celu przedwczesnej egzekucji zatrudniliśmy tyleż sympatycznego co skutecznego kierbuda (kierownika budowy) oraz nawiązaliśmy kontakt z profesjonalistami od cięcia betonu. Tu czekała nas kolejna niespodzianka. Zawezwany fachowiec zmarszczył czoło i oznajmił, że “szef wycenił prace 4-krotnie zaniżając właściwą kwotę”. Dla podkreślenia rzetelności swoich wyliczeń wyrysował je flamasterm na ścianie. Targu dobiliśmy bardziej niż po krakowsku. Czy to koniec problemów? Skądże znowu. Piły diamentowe potrzebują trójfazowego prądu. “Siła? Nie ma problemu – jest w drugiej i szóstej klatce” – usłyszeliśmy w spółdzielni kilka tygodni wcześniej . “Siła? Proszę napisać podanie” – usłyszeliśmy w dniu rozpoczęcia robót. Kryzys został zaogniony przez niewybaczalny czyn – posługiwanie się przez ekipy budowlane przepustkami parkingowymi w niewłaściwym kolorze. “Siła? A napisali państwo podanie? Do mnie nie dotarło” – usłyszeliśmy kategorycznie dnia następnego. Tak więc, gdy rada nadzorcza zbierała się, by radzić nad “siłą”, fachowcy wiercili narożniki otworów. Problemy w spółdzielni mnożyły się zaś z oszałamiającą prędkością. Problemem stało się wszystko. Papa na dachu – może popękać od niechlujnych robotniczych buciorów. “Siła” – wymaga pozostawiania otwartych drzwi do klatki schodowej (na cały dzień!). Okładzina elewacji ze styrobloków – mogą poodpadać. Podziały okien – rzekomo nieuzgodnione. Powiększenie łazienki, której część znalazła się nad salonem sąsiadów. Brak opisu technologii zabezpieczenia dachu. Wyliczenia konstrukcyjne uzasadniające brak dodatkowych nadproży. Podejrzanie rozległe uprawnienia pani konstruktor. Ubezpieczenie OC firmy budowlanej (która wcześniej cięła i stadion narodowy, i stacje metra).
Tymczasem prace budowlane trwały nadal. Z braku “siły” dla piły panowie zdecydowali się wykuć otwory wiercąc raz przy razie.
Ekipa remontowa wynosiła gruz do kontenera (ponad 3 tony!)
…i starała się utrzymać klatkę schodową w czystości (zadanie dodatkowo utrudnione poprzez odcięcie wody dla całego budynku – awaria czy też dodatkowy afront ze strony spółdzielni?).
Ekipa montażystów wstawiała okna w świeżo wywiercone otwory.
I już po trzech dniach totalnego armagedonu
– udało się.
Musimy przyznać – nasi sąsiedzi wykazali się ponadprzeciętną cierpliwością. Zasłużyli na nagrodę. Póki co z wytęsknionych okien spoglądają na nas wywiewki kanalizacyjne sąsiadów. W oddali migoczą światełka blokowisk.
Tego samego wieczoru otrzymaliśmy pismo od spółdzielni. Wzywano nas to NATYCHMIASTOWEGO wstrzymania prac budowlanych.
Wybór jest duży. Parapety mogą być zrobione z płyty laminowanej, z płytek ceramicznych, z prawdziwego kamienia, z kamienia sztucznego (tzw. konglomerat), z drewna, z tworzyw sztucznych i pewnie z czegoś jeszcze. Każde z rozwiązań reprezentuje inną kombinację cech zasadniczych parapetu (estetyka, trwałość, cena). My zdecydowaliśmy się na biały konglomerat. Jest ładny, wytrzymały i niezbyt tani. No chyba że uda się znaleźć zakład wykorzystujący do produkcji parapetów fragmenty odrzucone przy obróbce blatów kuchennych!