– Chyba prościej byłoby zaprojektować coś z rzeczy znalezionych na śmietniku – pomyślałam z goryczą. – A już na pewno ciekawiej.
Druga wizyta na Bartyckiej ostudziła mój entuzjazm. Identyczne brzydactwa w identycznych szpetnych pawilonach. Sprzedawcy rozwiali moją wizję jasnego drewna w łazience, nie znalazłam jaskrawoniebieskich kafelków. Na pocieszenie, tuż przed zamknięciem sklepu, znalazłam lampę do jadalni: biało-żółta Anke firmy Lucente
Tag: lampa
-
Bartycka – wizyta nr 2
