Odpowiedź ze spółdzielni nadeszła po kilku dniach, za pośrednictwem faksu.
Grzejniki miały byś stalowe, płytowe (a myśmy wybrali takie z żeberkami). Najlepiej kupione w sklepie przy ul. Janowskiego 50 (jasne). Zabrania się montowania zaworów odcinających na gałązkach powrotnych (pan w sklepie z kaloryferami zdziwił się niepomiernie). Za wszystkie szkody ponosimy całkowitą odpowiedzialność (a kto jak nie my?).
Poniżej znajdowała się tabela mocy dla każdego z grzejników. Zmiana układu ścian działowych w mieszkaniu spółdzielni jakby umknęła. Będąca wcześniej salonem sypialnia ogrzewana miała być zgodnie z tabelą dwoma kaloryferami o mocy 1780 i 1240 Wat. Może bym i uległa, ale wychodziło to koszmarnie drogo.
Przyszło nam zastosować taktykę naszego bohatera narodowego, pana Drzymały. A może raczej taktykę strusia? Albo osła?
W każdym razie grzejniki będą żeberkowe i o mocy zgodnej z zapotrzebowaniem.
Tag:
-
Sagi o grzejnikach ciąg dalszy
