Czy to wykańczanie nigdy się nie skończy? Koniec niby tuż tuż. A tu wciąż wyłazi kurz. Bo brakowało jeszcze dwóch wsporników pod półką w przedpokoju. Bo jeszcze karnisz w małym pokoju i listwa magnetyczna w kuchni. I cokołów przypodłogowych brakuje tam i ówdzie. A wszystko trzeba nawiercić, przyciąć i znowu wióry lecą.
Blog
-
Pan przy wyspie
– Czuję się jak w jakimś cholernym serialu! – poskarżył Krz.
Rzeczywiście, to co wystawało zza olbrzymiego okapu wyglądało jak postać z sitkomu: bohater serialu przyrządzający specjalność kuchni kawalerskiej – sos pomidorowy z puszki.
– Pan domu bawi się w gotowanie na swojej nowej płycie indukcyjnej – podsumował się z niesmakiem Krz serwując makaron do stołu. -
Konkurs na nazwę
Każda siedziba powinna mieć swoje imię. Zwykle chrzcimy swoje mieszkanie nazwą ulicy przy której znajduje się budynek – “Na Wąwozowej”, “Na Oleandrów”, “Na Francuskiej”. Niektóre ulice nie kojarzą się jednak najlepiej – “Na Ofiar Terroru”, “Na Zesłańców Syberyjskich”, “Na Walki z Faszystowskim Najeźdźcą”. “Na Nutki” nie brzmi w tym towarzystwie najgorzej (może nieco infantylnie), jednak uważamy, że nasze mieszkanie zasłużyło na nazwę bardziej… wyszukaną. Może coś “betonowego”? Może coś z hiszpańska? Po hiszpańsku beton to >hormigon<, >hormiguero< to mrowisko, >hirmiguera< to migdałowiec, a >hormigonera< – betoniarka. A może coś od pobliskiej “Kopy Cwila”?
-
Błędy projektowe
– A jakie były największe błędy projektowe? – umierają z ciekawości koledzy po fachu.
Na razie wyszły dwa: mniejszy i większy. Mniejszy to brak szafki na buty, która zniknęła gdzieś na etapie neolitycznej epoki przeprojektowywania szaf.
Większy to blaty w kuchni. Nic się niby jeszcze nie stało – kilka ledwo widocznych szarych zacieków i parę odciśniętych pokubkowych kółeczek. Ale przyjemność korzystania z super funkcjonalnej kuchni niweczona jest przez konieczność bezustannej czujności.
Gorąca pokrywka – nie odkładać! Mokry garnek – uwaga! Widelec w sosie pomidorowym – tylko ostrożnie! I uważaj z tymi owocami – czy są aby na pewno suche?
Słowem – totalna porażka.
-
Z cyklu: Irytujące drobiazgi
Oktagonalne kafelki w kuchni, ze specjalnie przycinanymi żółtymi wstawkami – nie wyszły źle, ale znacznie efektowniej prezentowałyby się na większej powierzchni. Wtedy różne wynikowe styki nie rzucałyby się tak bardzo w oczy. Z lewej przejście, z prawej przejście, po środku wyspa. A wzorek na terakocie ni przypiął ni przyłatał. W dodatku byliśmy zmuszeni przesunąć wyspę o kilka centymetrów w stronę lodówki, bo spod cokołu nieelegancko wystawały skraje żółtych wstawek.

-
Z cyklu: Irytujące drobiazgi
To już nie drobiazg, to po prostu katastrofa! Lustro w przedpokoju odbija sylwetkę niby w gabinecie krzywych zwierciadeł. Niespodziewającym się niczego gościom ukradkiem dorzuca po 15 kilo nadwagi. Zaś pokrzywione nogi największego chudziaka wpędzą w depresję. Winne okazały się krzywe ściany – przyklejone do nich lustro odkształciło się na amen. Trzeba będzie skuć.
-
Pierwszy dzień
Nie obyło się bez wykrycia mniejszych i większych usterek. Niewykończone od spodu parapety straszyły napisami “made in Indonesia”. Tu brakowało kawałka fugi, tam kawałka uszczelki. Przeciekały kolanka pod zlewem i pod umywalką. Zmywarka kopała prądem, a piekarnik nie był podłączony w ogóle. Słowem – nic nadzwyczajnego.
Do czasu, kiedy nie wyszło na jaw, że kafle cementowe w łazience nie zostały prawidłowo zaimpregnowane. Ekipa zapomniała o zaolejowaniu – stąd te okropne plamy nie dające się usunąć z podłogi. Kafle trzeba teraz doszorować na mokro papierem ściernym, wysuszyć na wiór, zaimpregnować ponownie, odczekać, zaolejować…
Próbowaliście kiedyś korzystać z łazienki, starając się nie prysnąć nigdzie bodaj najmniejszą kropelką?
-
Pierwszy poranek
Uspokojeni w kwestii materaca z niepokojem wsłuchiwaliśmy się w dobiegające odgłosy. Coś popukiwało, coś chrobotało, coś szumiało, popiskiwało, chlupotało i duło. Czy to sąsiedzi nalewają wodę na niedzielną kąpiel w wannie? Czy to hałas pobliskiej trasy przelotowej przebija spoza drzew pozbawionych liści? A może to wiatr łomocze pośród archaicznych wywiewek wentylacyjnych?
Na szczęście niedogodności akustyczne w pełni skompensowały nam walory świetlistości mieszkania.
Kurczę, ale tu jasno! -
Noc z tremą
Do łóżka położyliśmy się z tremą. Jak minie pierwsza noc? Czy nie popełniliśmy przypadkiem poważnego błędu?
Czy nie będą nas bolały kręgosłupy? Czy nie obudzimy się zlani gorącym potem?
Na szczęście noc minęła dobrze. Uff – twardy materac z cienką warstwą pianki termicznej okazał się ortopedycznym ideałem. -
Z cyklu: co nam się udało
Gniazdo na wyspie – brzmi romantycznie, a w dodatku jest bardzo praktyczne.
