Blog

  • Z cyklu: Irytujące drobiazgi

    Bublem okazały się ściemniacze do lamp, które ewidentnie nie są kompatybilne z halogenami. W ustawieniu pośrednim (a w końcu jest to zasadnicza rola ściemniacza) bzyczą przeraźliwie. Przekręcone do końca – bzyczą cichutko.

  • Hasło na dziś

    Papier ścierny najlepszym przyjacielem dostatecznie dobrej pani domu!

  • Zasłony w sypialni – część I

    Pierwszym problemem były wzory. Po paru dniach poszukiwać zrozumiałam, że widziana oczyma duszy tkanina (odpowiednio duże, biało-beżowo-zielone motywy w stylu lat 60.) jest dobrem nieosiągalnym. I to niezależnie od ceny i zasięgu poszukiwań. Ponieważ na ówczesnym etapie budowy nie czułam się na siłach, by otworzyć manufakturę specjalizującą się w nietypowych nadrukach, wizja wzorzystych zasłon odeszła do nieba dla pomysłów niezrealizowanych.

  • Zasłony w sypialni – część II

    Drugim problemem okazały się kolory. Skoro nie mogę znaleźć odpowiednio wzorzystej tkaniny, wykorzystam kawałki różnych materiałów – rozumowałam. Trzeba tylko dobrać odpowiednie kolory i tekstury. Niestety ani jednego ani drugiego nie sposób dopasować przez internet, a w sklepach kolor zielony jest jednym z mniej popularnych. I jeszcze żeby różne odcienie w tej samej fakturze… W końcu znalazłam odpowiednie zestawienie w próbniku. Trzeba było poczekać na sprowadzenie z fabryki.

    próbki

  • Zasłony w sypialni – część III

    Tu objawił się problem trzeci. Mimo ciężkiej struktury tkanina nie chciała współpracować. Uszyty przez K. prototyp wybrzuszał się z dezaprobatą. I to w dwóch miejscach! Brzuchy nie wyglądały imponująco, jednak zniechęcona K. odmówiła dalszej pracy nad obrażalską tkaniną.

  • Zasłony w sypialni – część IV

    Nie mam duszy Don Kichota. Zrezygnowałam z paneli. Zaawansowanie prac budowlanych wieszczyło rychłe zakończenie remontu i sprawa zasłon stawała się coraz bardziej nagląca. Nie sposób przecież spać w sypialni bez zasłon. Tym bardziej, kiedy specjalnie powiększone okno balkonowe wychodzi na wprost na wschód.
    Systemy panelowe czekały gotowe na zwrócenie do Ikei, ja tymczasem zdecydowałam się na klasyczne zasłony, w kolorze szaro-beżowo-burym. Z takiego właśnie materiału K. uszyła nam piękne rolety rzymskie do kuchni i dużego pokoju. Tkanina sprawdzona, maszyna dostosowana, nic, tylko szyć!

    rolety rzymskie w salonie

    rolety rzymskie w salonie

  • Zasłony w sypialni – część V

    Tu nastąpił problem czwarty. Materiału w sklepie zabrakło. Nie było go również w hurtowni. Z osobistego nagabywania producenta tkaniny zrezygnowałam. Sytuacja wyglądała na absolutnie patową, kiedy z pomocą wkroczyła mama K. Zasugerowała wykorzystanie specjalistycznych materiałów przeznaczonych do produkcji rolet.
    Do pokonania własnego sceptycyzmu (widok tkanin przyprawiał mnie już o mdłości) zmusiło mnie wyłącznie zobowiązanie społeczne (a dokładniej – rosnąca liczba osób zaangażowanych w rozwiązywanie problemu zasłon w NASZEJ bądź co bądź sypialni).

  • Zasłony w sypialni – część VI

    Do zakładu produkcji rolet Renoma wpadłam na 8 minut przed zamknięciem. Wbrew przewidywaniem, gama kolorów była szeroka, a miła pani z własnej woli zaproponowała wypożyczenie próbek tkanin do domu. Dalej potoczyło się gładko – wybrałam kolory, K. (która w międzyczasie stała się znawczynią systemów panelowych) ustaliła szczegóły techniczne, złożyłam zamówienie. Po tygodniu odebrałam pocięte materiały. Rozpracowanie ikeowskiej łamigłówki, wkręcenie 64 śrubek i rozmieszczenie paneli na szynach było już samą przyjemnością.
    Wciąż trudno mi w to uwierzyć, ale zasłony wyglądają dokładnie tak, jak to sobie trzy miesięce temu wyobraziłam!

    zasłony panelowe w sypialni

  • DIY: Do It Yourself

    Prace montażowe kojarzą mi się z nie kończącymi się seriami drobnych klęsk i małych sukcesików. Tak było przy montażu łóżka (za krótki kabel do wiertarki, wtyczka przedłużacza nie pasująca do gniazdka, uszkodzony system wymiany wierteł, wiertarka zbyt duża by dokręcić wszystkie śrubki), przy przekładaniu drzwi lodówki (brak odpowiedniego śrubokręta (końcówka z gwiazdką!), dostęp do śrub zablokowany szafką kuchenną, lodówka zbyt ciężka, żeby przesunąć ją swobodnie, odmawiające współpracy zaślepki, zapomniana podkładka, która zmusiła nas do powtórzenia połowy pracy), przy olejowaniu desek do krojenia z Ikei (odkrycie, że desek nie można używać od razu, brak pędzla, marzący się olej, lepiące się ręce, niedomyty pędzel).
    I jak tu nastawić się pozytywnie do najbliższych tygodni?

     

  • Fachowiec, to jednak fachowiec

    O zainstalowanie karniszy poprosiłam pana Tomka. Niby mogliśmy to zrobić samodzielnie. Już kiedyś uporaliśmy się z podobnym montażem. Wyszło całkiem-całkiem, ale wspomnienie wiercenia w suficie nie działało kojąco.
    Kiedy ujrzałam pana Tomka w akcji, wiedziałam, że decyzja była słuszna. To było prawdziwe mistrzostwo: w prawym ręku całkiem solidna wiertarka, w lewym – rura odkurzacza synchronicznie wsysająca pył. Chapeau bas!