Category: mieszkanie

  • galeria

    Zdjęcia Mai Chęcińskiej

    sypialnia

    sypialnia

     

     

    biblioteka

    korytarz (biblioteka?)

     

     

    łazienka

    łazienka

     

    kuchnia

    kuchnia

     

     

    duży pokój

    pokój dzienny

     

     

    korytarz

    antyszambr

     

    korytarz i duży pokój

    przedpokój i pokój dzienny

     

    pokój do pracy

    pokój do pracy

  • Konkurs na nazwę

    Każda siedziba powinna mieć swoje imię. Zwykle chrzcimy swoje mieszkanie nazwą ulicy przy której znajduje się budynek – “Na Wąwozowej”, “Na Oleandrów”, “Na Francuskiej”. Niektóre ulice nie kojarzą się jednak najlepiej – “Na Ofiar Terroru”, “Na Zesłańców Syberyjskich”, “Na Walki z Faszystowskim Najeźdźcą”. “Na Nutki” nie brzmi w tym towarzystwie najgorzej (może nieco infantylnie), jednak uważamy, że nasze mieszkanie zasłużyło na nazwę bardziej… wyszukaną. Może coś “betonowego”? Może coś z hiszpańska? Po hiszpańsku beton to >hormigon<, >hormiguero< to mrowisko, >hirmiguera< to migdałowiec, a >hormigonera< – betoniarka. A może coś od pobliskiej “Kopy Cwila”?

     

  • Pierwszy poranek

    Uspokojeni w kwestii materaca z niepokojem wsłuchiwaliśmy się w dobiegające odgłosy. Coś popukiwało, coś chrobotało, coś szumiało, popiskiwało, chlupotało i duło. Czy to sąsiedzi nalewają wodę na niedzielną kąpiel w wannie? Czy to hałas pobliskiej trasy przelotowej przebija spoza drzew pozbawionych liści? A może to wiatr łomocze pośród archaicznych wywiewek wentylacyjnych?
    Na szczęście niedogodności akustyczne w pełni skompensowały nam walory świetlistości mieszkania.
    Kurczę, ale tu jasno!

  • Noc z tremą

    Do łóżka położyliśmy się z tremą. Jak minie pierwsza noc? Czy nie popełniliśmy przypadkiem poważnego błędu?
    Czy nie będą nas bolały kręgosłupy? Czy nie obudzimy się zlani gorącym potem?
    Na szczęście noc minęła dobrze. Uff – twardy materac z cienką warstwą pianki termicznej okazał się ortopedycznym ideałem.

  • Z cyklu: Co nam się udało

    Białe szafy ścienne z kolorowymi wstawkami – wbrew naszym obawom wtopiły się w przestrzeń, wcale jej nie przeciążając. I wszystko (wszystko!) się zmieści.

    szuflandia

  • Z cyklu: Co nam się udało

    Otwarcia i prześwity – między pracownią a przedpokojem, między przedpokojem a łazienką. Wymagały bieżącego dostosowywania projektu do odkrywanej w trakcie wyburzeń rzeczywistości. Pomogły zlikwidować beznadziejną “blokowość” mieszkania.

    otwarcia i prześwity

  • Z cyklu: Irytujące drobiazgi albo: Symetria wpadką stulecia – część I

    Symetria estetyką głupców – głosi modernistyczne powiedzenie.
    Wynikowość estetyką niechlujów – dodałabym od siebie.
    A już najgorszym nieszczęściem jest pomieszanie symetrii i wynikowości. Oczywiście mówimy tu o nieszczęściu czysto estetycznym. Niby drobnostka, ale (architekta) potrafi boleć latami.
    Nam przydarzyły się kilka takich dopustów.

  • Z cyklu: Irytujące drobiazgi albo: Symetria wpadką stulecia – część II

    Zagłówek w sypialni. Ten tkwiący za łóżkiem, z zasady symetryczny twór okazał się za długi. Tak długi, że zamocowany zgodnie z planem uniemożliwiłby otwieranie szuflad w stojącej obok szafie (o czym z paniką pomieszaną z wyrzutem poinformowała mnie pani z firmy projektującej szafy). Zaalarmowani stawiliśmy się na miejscu nieszczęścia, aby po czterdziestominutowym przestawianiu to łóżka, to zagłówka porzucić mieszczańską symetrię na rzecz wygody korzystania z szafy (zdaniem Krz uzyskując dodatkową korzyść w postaci “ciekawszej” kompozycji).

    zaglowek w sypialni

  • Pierwszy nocleg

    Do snu ukołysały nas świergoczące kaloryfery i mruczące w oddali samochody. Było raczej twardo.

    sypialnia