Kategoria: materiały

  • Od czegoś trzeba zacząć

    Pierwszego zakupu do naszego nowego mieszkania dokonaliśmy w dwa tygodnie po podpisaniu umowy przedwstępnej. Na pchlim targu w małym estońskim miasteczku zoczyliśmy prehistoryczną radziecką maskę do nurkowania. Po chwili dumnie obnosiłam trofeum, zaś Krz wyglądał na lekko zatrwożonego.
    – Myślałem, że będziemy się starali nie zagracić tego mieszkania – wyznał poniewczasie.
    Chyba miał rację. Ale od czegoś trzeba zacząć. A przecież pierwsza zapisana kartka przyszłego bestsellera zwykle ląduje w koszu na śmieci.

  • Czy biel to nowa czerń?

    Kupiłam białe doniczki i zabrałam się do przesadzania i rozsadzania. Doniczek jak zwykle zabrakło. Białych, innych było pod dostatkiem, ale moja ręka nie chciała sięgnąć w ich kierunku. Zdziwiona silną wolą kończyny przypomniałam sobie kilka faktów. Zamówiłam białą glazurę do łazienki. Zamówiłam białą terakotę do kuchni. W kuchni zaprojektowałam białe szafki. Pół popołudnia spędziłam szukając białych drzwi. Białe będą też parapety, drzwi szaf, półki, regały, nie wspominając o umywalce, brodziku czy wannie.
    A białe przecież tak łatwo się brudzi! Na białym widać kurz! Białe się brzydko starzeje! Żółknie!

  • Cena prostoty

    – Czyżby ciążyła nade mną jakaś klątwa? Co temat, to trudniejszy – ubolewałam tym razem pod adresem drzwi. – Cóż, podobno w naturze człowieka leży wynajdowanie sobie zadań trudnych, a następnie ich rozwiązywanie.
    Drzwi miały być – tak jak i reszta mieszkania – proste, porządne i szczere. Drewniane w jasnym naturalnym kolorze, albo może malowane na biało, ale z widocznymi słojami… Na pewno płaskie, proste i prawie gładkie. Znalezienie takich drzwi to zadanie dla Herkulesa. A nawet dla Syzyfa.

    Na polskim rynku dominują drzwi fikuśne, przaśne i ekstrawaganckie.drzwi-rycerskie-copy.jpg

    Być może ciągle odreagowywujemy lata komunistycznych deficytów? W każdym razie w sektorze drzwi prostota nie jest na fali. Zwykłe pełne drzwi oczywiście można kupić – wykończone są jednak tanią okleiną, laminatem albo fornirem. Znamy takie drzwi: po latach używania okleina obłazi obnażając kruszącą się płytę drewnopochodną. Takich drzwi nie chcemy.

    Intrygujące drzwi sosnowe firmy Remix znaleźć można w Castoramie. Te w wersji „sękatej” są dosyć wdzięczne. Kosztują przy tym zatrważająco niewiele, niecałe 200pln. Czy aby są trwałe? Czy nie zwichrują się po kilku miesiącach? Ryzykować nie będziemy.

    drzwi-sekate.jpg

    Na wyśnione drzwi natknęliśmy się zupełnie przypadkiem. Były dokładnie takie jak sobie wyobrażaliśmy. Rysunek słoi przebijający spod białej farby. Orzeźwiła nas wyduszona ze sprzedawcy oferta – 4 pary drzwi (z całą infrastrukturą) kosztowałyby nas ponad 17 tys. pln. To więcej niż nasze okna! Nie dla nas takie zbytki.

    Tu przyszła pora na głębszą refleksję. Jeżeli prostota, naturalność i niewymuszoność okazują się atrybutami nieprzystępnymi, to czy nie szczerszym wyborem będzie produkt przeciętny i popularny?

  • Upiorne klamki

    Najbardziej popularny producent drzwi antywłamaniowych dostarcza drzwi razem z klamkami.
    – To chyba dobrze – pomyślicie.
    Ależ skąd! Klamki są paskudnie stylizowane, a na dodatek w każdym modelu drzwi inne. Bez możliwości zamiany. Wychodzi więc na to, że klasa włamanioodporności naszych drzwi będzie pochodną wyboru najmniej odrażającej klamki!

    klamka-gerda.jpg

  • Co ma armatura do kosztorysu

    Po wyborze umywalki nablatowej (Roca Khroma):

    Roca Khroma

    i zlewu ceramicznego (DOMSJ?? Ikea):

    zlew ceramiczny

    przyszła pora na dobór armatury. Spojrzeliśmy na lewo, zajrzeliśmy na prawo i zdębieliśmy kompletnie. Wygląda na to, że ładna bateria kosztuje więcej niż, to do czego wodę leje. U znanych producentów trudno znaleźć model, który kosztowałby mniej niż tysiąc złotych. Toż to rozbój w biały dzień!
    A może wcale nie? Alternatywę stanowią supermarketowe chińszczaki. Zdarzają się całkiem zgrabne, ale czy są trwałe? To ważne pytanie, bo w razie konieczności ich wymiany czeka nas kucie glazury. To może już lepiej przepłacić za wyrób firmowy? Każda bateria to kolejna decyzja i, aby ułatwić sobie ich podejmowanie, założyliśmy kosztorys. Pomoże nam nie tyle „kontrolować wydatki”, co raczej ujrzeć ceny poszczególnych elementów w szerszej perspektywie.

  • Wybór częściowo świadomy

    – A właściwie dlaczego wybrali państwo sosnę? – dopytywał sprzedawca numer 3. – Meranti jest tylko nieznacznie droższe, a dużo bardziej wytrzymałe. Ma trochę inne słoje. Ale mi osobiście taki wzorek się podoba.

    Meranti, meranti – sprawdziliśmy w Wikipedii. Meranti to drzewo egzotyczne rosnące w Malezji, Indonezji i na Filipinach. Ze 196 gatunków meranti 48 jest zagrożonych wyginięciem. Ponieważ na własne oczy przekonaliśmy się, jak wygląda „ekologia” w Malezji i Indonezji, rezygnujemy. Meranti mówimy NIE, nawet jeśli oznaczać to będzie konieczność częstszych zabiegów renowacyjnych naszych okien.

    meranti

  • Epopeja okienna

    To, że okna trzeba wymienić, od początku nie ulegało wątpliwości. Szybko ustaliliśmy, że nowe okna będą drewniane (a nie PCV). Również wybór koloru nie nastręczał wątpliwości (a przynajmniej tak nam się wydawało) – okna miały być dwukolorowe: białe od zewnątrz (wymaganie spółdzielni), jasno-naturalno-drewniane, zbliżone odcieniem do koloru klepki dębowej, od środka. Kolejne decyzje nie były banalne. Lektura budowlanych poradników tylko utwierdziła nas w przekonaniu o panującej na rynku okien wolnej amerykance. Przeszliśmy do konkretów: zmierzyliśmy okna, zdecydowaliśmy o sposobie ich otwierania (teoretycznie powinniśmy zachować sposób podziału stolarki, ale ponieważ większość naszych sąsiadów wymieniła już okna ignorując zalecenie spółdzielni, po prostu dostosujemy podziały do okien sąsiadów), wybraliśmy kilku znaczących producentów (Ortis, Stolbud Włoszczowa, Polskone, Świebodzin, Bracia Nowaccy. Sokółka) i wysłaliśmy prośby o wycenę. Oferty spływały z wolna (wiadomo: wakacje) i każda kolejna wprawiała nas w większe zdziwienie.

    Identyczne zamówienie zostało wycenione w zakresie 12-32 tys. pln.

    Skąd takie rozbieżności? Na to pytanie żaden z przedstawicieli handlowych nie umiał odpowiedzieć („wie Pani, nasze okna kosztują, bo mają porządne niemieckie okucia” – Stolbud Włoszczowa; „To są takie same okna, tylko Świebodzin się ceni, bo produkuje na rynek niemiecki” Ortis / Świebodzin).

    Rozczarowywały nas kolory okien (te, w przeciwieństwie do cen, powtarzają się niemal identycznie u wszystkich producentów), Rodzime okna robione są najczęściej z drewna sosny, meranti i dębu (ten ostatni, to już wyższa półka). Skromność możliwości wyboru surowca osłodzić ma nam (tak przynajmniej podejrzewamy) oszałamiająca obfitość dostępnych wykończeń. Mamy więc sosnę-mahoń, sosnę-teak i sosnę-merenge. A na sąsiedniej stronie wzornika: meranti-mahoń, meranti-teak i meranti-merenge. No i dalej: dąb-mahoń Warto zwrócić uwagę, że dwuznaczne kombinacje (sosna-meranti, sosna-dąb, meranti-dąb) zostały sprytnie wyeliminowane. Niestety brak też zestawów naiwnych (sosna-sosna, meranti-meranti, dąb-dąb). Tu przychodzi na myśl podwórkowa wyliczanka:

    Ząb zupa zębowa

    Dąb zupa dębowa.

    Wróćmy jednak do okien. We wzornikach dominowały kolory ciemne. Najbliższe poszukiwanemu przez nas odcieniowi była – dostępna tylko u niektórych producentów – „sosna bielona”. Z tym że, o ile odpowiadała nam barwa stolarki, to ilość warstw farby i lakieru pozbawiła drewno większości cech drewienności. Macane przez nas próbki w niczym nie przypominały drewna okien dachowych na poddaszu naszych przyjaciół. Dlaczego?

    – Wykończenie naszej stolarki przystosowane jest do ciężkich warunków atmosferycznych – wyjaśnił sprzedawca.

    – Ale nasze okna mają być w kolorze drewna tylko od wewnątrz – westchnęliśmy.

    – Rozumiem. Jednak wykończenie naszej stolarki przystosowane jest do ciężkich warunków atmosferycznych – szedł w zaparte sprzedawca.

    Cóż, zobaczymy, co powiedzą pozostali.