Kiedy docieram do mieszkania jest już po 18-stej. Piątkowy wieczór. Tymczasem praca wre. Pierwsza ekipa z przejmującym zgrzytem przycina listwy przypodłogowe. Druga z przeraźliwym świrgotem skręca kuchenne szafki.
– Nikt się nie skarżył, że panowie tak hałasują? – pytam zaniepokojona.
– Nie… Tylko była jedna sąsiadka wziąć telefon do Tomka.
– Żeby się poskarżyć, że tak głośno? – drążę temat nauczona doświadczeniem.
– Nie… Bo chce remont robić na wiosnę.