Tymczasem prace budowlane trwały nadal. Z braku „siły” dla piły panowie zdecydowali się wykuć otwory wiercąc raz przy razie.
Ekipa remontowa wynosiła gruz do kontenera (ponad 3 tony!)
…i starała się utrzymać klatkę schodową w czystości (zadanie dodatkowo utrudnione poprzez odcięcie wody dla całego budynku – awaria czy też dodatkowy afront ze strony spółdzielni?).
Ekipa montażystów wstawiała okna w świeżo wywiercone otwory.
I już po trzech dniach totalnego armagedonu
– udało się.
Musimy przyznać – nasi sąsiedzi wykazali się ponadprzeciętną cierpliwością. Zasłużyli na nagrodę. Póki co z wytęsknionych okien spoglądają na nas wywiewki kanalizacyjne sąsiadów. W oddali migoczą światełka blokowisk.
