Są takie słowa, które pojawiają się w języku ukradkiem. Ktoś coś szepnie, ktoś powtórzy, a już po chwili cała Polska używa. Nie tak dawno do codziennego języka wkradło się określenie “ogarnąć”. Można więc “ogarnąć się z robotą” albo – konkretniej – “ogarnąć się z mailami po powrocie z urlopu”. Można “ogarnąć się przed wyjściem na imprezę”, “ogarnąć mieszkanie”, “ogarnąć całki”. Z powszechnym “ogarnianiem” walczymy czynnie, zastępując je “oporządzaniem”. Sens podobny, a jak różnica! Spróbujcie sami: “Marysia oporządziła się przed wyjściem na dyskotekę” czy “Janek wreszcie oporządził kwestię zaległych raportów”.
Tymczasem do naszego prywatnego słownika zakradło się słowo “przemierzać”. I nie chodzi tu bynajmniej o “przemierzanie świata w siedmiomilowych butach”. “Przemierzamy” miejsce na szafę, “przemiarzamy” parapety, “przemierzamy” pion kanalizacyjny w łazience.