Pomimo ewidentnie dobrej woli pani inspektor decyzję o pozwoleniu na budowę odebraliśmy ostatniego dozwolonego prawem – 65-ego – dnia ubiegania się o nią. W jaki sposób dowiedzieliśmy się o niej? Oczywiście dzwoniąc i nie dając się zbić z pantałyku. Uzyskana decyzja była nieprawomocna – jak głosiło wytłuszczone pouczenie. Prawdziwym pozwoleniem na budowę stanie się dopiero w 14 dni po pokwitowaniu jej otrzymania przez wszystkie ze stron. Stroną w postępowaniu jest spółdzielnia – właścicielka ścian zewnętrznych budynku. Zgadnijcie kiedy decyzja została do spółdzielni dostarczona przez listonosza? Nie zgadniecie. Już w 19 dni po wystawieniu jej przez panią inspektor. Już w 12 dni po otrzymaniu jej przeze mnie. A myśleliśmy, że to PKO BP jest ostatnią ostoją PRL-u. Po uprawomocnieniu się decyzji trzeba odczekać jeszcze tydzień (konieczne jest zgłoszenie teminu rozpoczęcia robót z 7-dniowym wyprzedzeniem). Jak myślicie, kiedy możliwe byłoby rozpoczęcie prac budowlanych? Teoretycznie – już w połowie grudnia. Praktycznie – ze względu na pogodę – pewnie na wiosnę. I tak, jak wielu innych prywatnych inwestorów, postanowiliśmy rozpocząć roboty nie czekając na stosowne papiery.