Koncepcja oświetlenia zmieniała się trzy razy dziennie. Reflektorki na listwie przeobrażały się w oprawy natynkowe. Białe abażury stawały się aluminiowe, a aluminiowe kinkiety – pomarańczowe. Oprawy mnożyły się, dzieliły, dodawały i odejmowały, by po paru dniach wrócić do swojej pierwotnej ilości. Pan z firmy Comech znosił to wszystko z podziwu godną cierpliwością. Z równowagi wytrącił go dopiero Krz, który nie reagując na naukowe argumenty i odmawiając racji faktom, odżegnywał się od świetlówek. „Nie mają pełnego spektrum światła” – stwierdzał bezlitośnie, za każdym razem, gdy proces wyboru lamp wracał do punktu wyjścia. W końcu jednak – już po wymianie dwudziestu dziewięciu maili i siedemnastu rozmowach telefonicznych – udało nam się wyjść z impasu.
Lampa w salonie:
Lampa w kuchni:
Lampa w sypialni:

