czyli Kaldewei kontra reszta świata
– Tylko stal się państwu nie porysuje – przekonywał sprzedawca w KIM.
– Wie pan, na tę wannę to coś pan upuści i może pęknąć – pouczył nas magazynier. – Te od Kaldewaja są dużo lepsze.
Oglądaliśmy jedną wannę po drugiej. Te przewrócone na brzuch przypominały kadłuby łodzi remontowanych w porcie. Pukaliśmy ponownie i znowu wsłuchiwaliśmy się w niebudzący zaufania odgłos.
A przecież jeszcze w zeszłym tygodniu, zaraz po powrocie z Dolomitów, Krz podjął tę decyzję. Żadnego Kaldewei. Bo na kampingu były brodziki Kaldewei i były obite! Odpryśnięta emalia ukazywała czerniejącą stal.
Ach, gdyby jeszcze nie były takie zimne w dotyku! Decyzja byłaby o wiele prostsza