W sklepie z ubraniami czułam się bardziej obco niż na odległej planecie. Jak kupowało się ubrania? Kompletnie zapomniałam. W gąszczu baterii kuchennych i łazienkowych, drzwi bezprzylgowych czy kabin z powłoką (albo i bez) czuję się jak ryba w wodzie. No, może jak taka trochę śnięta ryba. Ale zwykły sklep?
Dlaczego wszystko “na raty”? Nie, to nie raty, to RA-ba-TY. Rozumiem.
Gdzie jest jakiś sprzedawca? Dlaczego nie ma nikogo, kogo można by się o coś zapytać?
Nie ma takiego rozmiaru? Rozumiem. Chciałabym więc zamówić. Jak to nie można? To co ja mam zrobić?

http://www.cosmosmagazine.com/news/6005/ig-nobel-prizes-celebrate-zany-science