– Tylko pamiętaj Son, żadnych wygłupów. Żadnego sprowadzania kafelków z Włoch i podobnych fanaberii. Urządzamy mieszkanie “normalnie” – zaordynował Krz na samym początku.
Solenne obietnice obietnicami, tymczasem glazura przybędzie do nas z Hiszpanii.
W dalszym ciągu staramy się jednak ograniczać niedorzeczne zachcianki. Nie chcemy skończyć jak pewien właściciel dwupoziomowego apartamentu w centrum Warszawy, który “z wielką konsekwencją realizował swoją wizję wnętrza”, współpracując w tym czasie z jedenastoma architektami. Osobiście wybrał się do Białowieży, żeby “wyselekcjonować deski dębowe, bo nie mogły mieć ani jednego sęka”, a obecnie napawa się nienagannością swojej podłogi.