Wanna to trudny temat. Rozpoczął go Krz.
– Kupiliśmy mieszkanie prawie dwa razy większe od obecnego. Wanna musi być – zarządził.
Rzecz jasna nie może być to wanna na nóżkach, bo takie budzą w Krz tyleż nieuzasadniony, co niepohamowany wstręt. Wanna niby się zmieści, ale wchodzi w konflikt z upragnionym (przeze mnie) blatem pod umywalkę. To tylko jedna ze zgryzot. Wannę trzeba czymś obudować. Glazurą? Drewnem? W każdej sukience wygląda topornie. No i najważniejsze – z czego ma być ta wanna? Jako użytkownicy prysznica tkwiliśmy do tej pory w błogiej nieświadomości, co do podziału zasadniczego wanien: wanny akrylowe kontra wanny emaliowane.
Pewnego razu od niechcenia pomacaliśmy przygodną wannę w przygodnym sklepie.
– Straszne badziewie – ocenił Krz.
Rzeczywiście, dno wanny uginało się pod naciskiem kciuka.
– Chińszczyzna – zawyrokowaliśmy.
A potem okazało się, że większość wanien tak właśnie ma. Wyjątkiem są – okrutnie zimne w dotyku – wanny stalowe emaliowane. I bądź tu mądry.
